Ołówki z IKEI

Wrzesień 12, 2017
proste-miasta-olowki-z-ikei

W skrzynce pocztowej znalazłam katalog IKEI. Byłam w szoku, ale podobno w Warszawie to normalne. Zawsze w okolicach września opasły tom z nową kolekcją mebli pojawia się między listami.

Teraz uważam, że wrzucanie takiej publikacji do wszystkich skrzynek na  osiedlu to marnowanie papieru. Kiedyś byłabym zachwycona. Pochodzę z miasta, w którym IKEI nie ma. Trzeba było do niej jechać 3 godziny lub prosić bliskich i sąsiadów, żeby przywieźli nam to co sobie wymarzyliśmy. Katalog przekazywało się z domu do domu, jak jakąś rzadką książkę.

Mimo to, bardziej od katalogów pamiętam ikeowe ołówki. Kiedy 150-200 km od nas wybudowano szwedzki sklep nasze życie zaczęło się zmieniać. Składane, proste meble to jedno, ale dla mnie- uczennicy podstawówki, bardziej liczyły się te pojawiające się w piórnikach koleżanek przybory kreślarskie. Ołówki z IKEI to było coś. Jak symbol cudownego, nieznanego świata. Wy też tak mieliście? Czy może ołówkomania nie dotknęła Was ani trochę? Ok, to nie były Świeżaki ale jednak 🙂 .

Ołówki z IKEI

Podobała mi się myśl, że gdzieś (całkiem niedaleko) jest sklep, w którym można wziąć sobie takie malutkie ołówki do domu. Można ich wziąć ile się chce i do tego są ZA DARMO. Teraz, gdy o tym myślę wydaje mi się to objawem totalnego obciachu i zachowaniem niczym chytra baba z Radamia i Janusz plażingu zza parawanu w Jastarni. Ale wtedy chciałam je mieć. Rysowałam dużo. Wszystkie pieniądze jakie dostawałam wydawałam na przybory kreślarskie, kredki i farby. Kręciło mnie wszystko co zostawiało ślad na papierze, a małe, poręczne ołówki były wyjątkowe. Dlaczego w ogóle o nich piszę?

Ostatnio na fali sprzątania całego domu z Mari Kondo i w mojej drodze do minimalizmu zaczęłam porządkować metalową skrzynkę po Rafaelo, w której od 7 – 8 lat trzymam przybory do rysowania. Pomiędzy kredkami zaczęły pojawiać się ołówki: HB, B4, ołówek z IKEI, ołówek z IKEI, ołówek z IKEI…
Poniżej moje kompletne znalezisko.

olowki-z-ikei-prostemiasta

Dużo za dużo

Dziewięć sztuk. Trochę dużo za dużo… . Co ciekawe od czasów, w których z radością przynosiłam je z zakupów minęło z 10 lat i przeprowadzałam się w tym czasie 15 razy (osobna historia 😉 ). Skąd w takim razie mam ich, aż tyle? Przez te wszystkie lata przechowywałam ołówki, których nie używałam i które wzięłam nie wiadomo po co. Zmieniałam z nimi mieszkania i miasta, choć nigdy nie były mi potrzebne, a już na pewno nie w takiej ilości. Musiałam je widzieć setki razy i pewnie zawsze robiłam to co się robi podczas sprzątania- bez zastanawiania odkładałam je na miejsce, do kredek.

Dopiero kiedy wyjęłam całą zawartość mojej puszki na skarby i ułożyłam wszystkie ołówki obok siebie zobaczyłam ile ich naprawdę jest– dziękuję Marie Kondo, pierwsze rady z Twojej książki zastosowane.

Patrząc na to ołówkowe znalezisko cieszę się, że już nie potrzebuje biegać po DARMOWE gadżety ze sklepów i eventów i nie zaśmiecam nimi mojej przestrzeni. Zbędne przedmioty oddaje, tam gdzie mogą spełniać swoją rolę, czyli być użyteczne. Dlatego też katalog z Ikei trafił do znajomych do których „wspaniała” warszawska tradycja wrzucania pół kilo papieru do każdej skrzynki jeszcze nie dotarła. Cieszyli się jak ja w podstawówce 🙂 . Jeżeli chodzi o ołówki to postanowiłam, że wrócą tam, gdzie ich prawdziwe miejsce. Zatemperowałam je i przy najbliższej okazji wrzucę je tam, skąd wzięłam je wiele lat temu. Do pojemnika w IKEI. Jeżeli każdy, kto ich użyje odłoży je na miejsce, zamiast pakować do kieszeni, może jeszcze kiedyś przez chwilę z nich skorzystam. Chociaż teraz zamiast zapisywać zdjęcia regałów i miejsce artykułów w magazynie robię po prostu zdjęcie etykietom.

You Might Also Like

2 komentarze

  • Reply Places and Plants Blog Listopad 10, 2017 at 6:27 pm

    Ok rok temu miałam incydent w IKEA. Widziałam jak dziewczynka na oko 13 letnia pakuje do torby ołówki. Nie dwa, nie dziewięć. Całe garście – ile w pojemniku. Podeszłam i zwróciłam uwagę, czemu tak robi, że można brać jeden, a to już jest kradzież. Speszyła się i poleciała poskarżyć tacie, który przyleciał do mnie wyzywając mnie i mało mnie nie pobił…

    • Reply prostemiasto Grudzień 14, 2017 at 3:13 pm

      Myślę, że powinien Ci podziękować zamiast krzyczeć 😉 Niestety często się z tym spotykam, gdy pracowałam podczas eventów „znikneło” nam nagle 200 długopisów, które miały starczyć na całodniową imprezę, bo właśnie ktoś zapakował sobie cały pojemnik :(. Dobrze jednak, że coraz więcej ludzi zwraca uwagę, że to nie jest w porządku 🙂

    Leave a Reply

    Wykorzystuję pliki cookie, aby blog działał lepiej Polityka prywatności

    The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

    Close